Nagrody

  • First Place Award of the city of Saint Tropez in the sculpture category, St. Tropez, France, 2011
  • First Place Award of the Rotary of St. Cyr sur Mer, La Cardière d’Azur, Le Beausset and Le Castellet, France, 2012
  • Publique Award in artistic competition, Espace d’Art Christie, Soiron, Belgium, 2012
  • Second Place Award in the sculpture category for ‘African Antelope’, in the 26th international art competition, Libr’Art, Libramont, Belgium, 2013
  • Award for Originality in the 5th Christie’s Art Competition, Soiron, Belgium, 2014
  • Second Place Award for the sculpture of Elephants, ‘Big Love’, of the 27th Salon International d’Art, Libr’Art, Libramont, Belgium, 2014

Członkostwo

  • Cercle des Artistes Européens, Belgia
  •         The Low Countries Sculpture Society, Bruksela, Belgia
  •            Societé National des Artistes Animaliers, Francja

Stałe Wystawy

tt

  • Galeria BELLOTTO, Krakowskie Przedmieście 79, Warszawa, tel:+48 22 826 85 92
  • Galeria CECHMANOWICZ, Paderewskiego 7, Poznań, tel: +48 61 855 10 58
  • Galeria ATTIS, Ryszard Lachman. ul. Starowiślna 14, Kraków, tel: +48 12 421 81 90
  • Galeria POD MAKIEM, Krupówki 29, Zakopane, tel: +48 18 201 20 44
  • Galeria PIEKNE RZECZY, Krakowskie Przedmiescie 39, Warszawa, tel: +48 531 810 750
  • Galeria TRIADA, ul. Piwna 11/12, Gdansk, tel:+48 58 320 26 55

Biography

Urodziłam się w Polsce, natomiast swoje dorosłe już życie spędziłam mieszkając w różnych częściach świata. Daleko od domu, rodziny, blisko męża i dzieci.

Los wybrał dla mnie drogę życia, której nie można nazwać prostą, ale która wpłynęła nie tylko na cały mój stosunek do tego właśnie świata i ludzi, kształtując moją osobowość, ale i na całą moją twórczość, a w głównej mierze same odkrycie rzeźby jako formy przekazania tego co jest częścią mnie samej i tych właśnie obserwacji.

Kontakty i przyjaźnie, dobre i złe momenty życia, wyzwania, upadki i sukcesy (czyli porostu życie), pozwoliły mi dostrzec i ugruntować to co uważam w życiu za najcenniejsze; dobro, piękno, wrażliwość, prostotę i pokorę do życia, ciężką pracę, nie poddawanie się, dystans do siebie, szacunek do ludzi nie zależnie od ich statutu i pochodzenia i poglądy inne niż moje, wartość jaką są dzieci i wpajanie im przekazu jak niezbędne jest mieć w życiu marzenia i pasje i realizować je, nie bojąc się po drodze ciężkiej pracy i poświecenia (braku akceptacji i niedowierzania innych, wyśmiewania i podcinania skrzydeł. oj, długo by o tym…:).

Rozpoczynając naukę literatury francuskiej jeszcze jako młoda dziewczyna, a kończąc ostatecznie po wielu latach tułaczki po świecie studia w dziedzinie nauk politycznych w Brukseli, nie wiedziałam że całe moje życie wywróci się do góry nogami przez przypadkowe odkrycie (z ulgą pewnie dla świata polityki;). Dzięki zabawie gliną z moim wówczas ośmioletnim synkiem Patrykiem, okazało się że w momencie kiedy on znudził się zabawą, ja nie mogłam oderwać rąk od gliny (nie, nie pomyliłam gliny z klejem;). Po prostu, ku wielkiemu zaskoczeniu, wyszło ze mnie to co prawdopodobnie zawsze istniało w środku, ukryte przed światem i przede mną samą,  – kreatywność i łatwość rzeźbienia.

Mądrzy ludzie mówią; jeżeli świat daje ci w ręce dar, daruj coś  światu od siebie. W wieku 20 lat myślałam, że moim darem i powołaniem jest tylko macierzyństwo, które było cudem i wyborem. Mój czas spędzony w domu z dziećmi był najpiękniejszym etapem w moim życiu i zawsze nim zostanie. Mimo bardzo młodego wieku, nigdy nie żałowałam rezygnacji z kariery. Studia skończyłam jak dzieci wyrosły. W zamian, to one odkryły we mnie talent i pozwoliły narodzić się pasji, która wypełniła lukę po ich odejściu na uniwersytety.

Długo się przed rzeźbą broniłam. Nie było łatwo zapomnieć o latach ciężkiej pracy włożonej w studia, jednak… Rzeźba stała się pasją, miłością, przekazem części mnie samej dla świata. Części czasem zabawnej, z dużą dawka poczucia humoru i dystansu do otaczającej rzeczywistości, czasem mniej lub bardziej zrozumiałej, oryginalnej. Części mnie samej.

Przypadek padł na brąz.

Przypadek lub tez nie, biorąc pod uwagę słowa wróżki , które usłyszałam jako nastolatka będąc na wakacjach gdzieś na Mazurach z moją przyjaciółką Kasią i które traktowałam jako dobry żart przez wiele lat. Słowa mówiły: ‘ty dziecko, czego się dotkniesz, zamienisz to w złoto…’;) Wiele razy śmiałam się z tego spotkania. A jednak…

Brąz – metal piękny, elegancki, dostojny – perfekcyjna jego obróbka kojarzy się wielu ludziom ze złotem… Potrafi rozświetlić każde wnętrze. Przynosi ciepło. Odbija światło. Posiada właściwości zdrowotne (uwaga: podobno nawet antywirusowe i antybakteryjne! Klamki z mosiądzu w szpitalach były z tego właśnie względu stosowane w szpitalach jeszcze przed wojną.)

Metoda otrzymywania brązu nie zmieniła się od tysiącleci – technika na wosk tracony – pozwala jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (w rzeczywistości jedna z najcięższych prac jakie widziałam w swoim życiu, nie mająca nic wspólnego z różdżką;)- tu pokłon dla wszystkich panów odlewników) ‘zamienić’ glinę w metal, który po ciężkiej obróbce przypomina złoto. Czym bardziej rzeźba jest gładka i wypracowana, tym więcej pochlania pracy.

Forma kubistyczna jest tym w czym czuję się najlepiej. Jest prosta i elegancka. Załamania, wypukłości i wklęsłości, uproszczenie linii tak, żeby nie zatracić się w detalu, a jednocześnie móc przekazać moje pomysły

Za namową przyjaciół trafiłam do akademii sztuk pięknych w Braine l’Alleud w Belgii, gdzie po roku nauki zostałam pokierowana przez jej ówczesnego dyrektora, Daniela Paletti, bezpośrednio na wydział rzeźby. Niedługo potem, wzięłam udział w mojej pierwszej wystawie po której nastąpiły kolejne, głównie w Belgii, Francji czy Dani.

Od pierwszego lepienia z gliny z moim, dziś dorosłym już synem, minęły lata ciężkiej pracy i wyrzeczeń, ale i wielkich uniesień i małych sukcesów. Kolejne nagrody na wystawach międzynarodowych, miedzy innymi od miasta St. Tropez na Francuskiej Riwierze w 2011 roku, czy inne, które otrzymałam później, utwierdziły mnie raz jeszcze w przekonaniu, ze zwykłe letnie popołudnie i zabawa gliną nie były przypadkiem…

Tego jedynego miejsca szukałam daleko, z ciekawością dziecka chłonęłam świat… aby po odchowaniu dzieci parę lat temu wrócić po latach do domu, do ukochanej Polski i osiąść w małym białym domku na wsi bez zbędnych luksusów, bez hałasu, i zgiełku wielkich miast, bez wygód wielkich aglomeracji i świateł ulic ( w sumie moja ulica jest bardzo dobrze oświetlona jak na wiejską drogę i bardzo na poziomie dzięki naszemu Radnemu) blisko natury i grobów moich przodków. Tych (mówię o przodkach), których nigdy nie dane mi było poznać, ale którzy zawsze we mnie żyli i przekazali mi moc tworzenia i pasję do piękna. Dziadka, którego życiową pasja była hodowla przepięknych koni arabskich sprzedawanych później w Janowie Podlaskim i drugiego, po którym odziedziczyłam pasję do rzeźbienia i precyzji.

Daleko od miasta na wsi, cisza pozwala usłyszeć własne myśli, które dzięki wyobraźni pozwalają mi tworzyć. Natura tak jak życie, uczy pokory, pozwala dostrzec to co w przeciwnym wypadku zgubione jest w pogoni za materialnym światem.

Jak powiedział mądry Sokrates” Panie, przyjacielu nasz, i wy inni którzy tu mieszkacie bogowie! Dajcie mi to, żebym pięknym był od wewnątrz, a z wierzchu co mam, to niechaj żyje w zgodzie z tym co w środku. Obym zawsze wierzył, że bogatym jest tylko człowiek mądry. A złota obym tyle miał, ile ani unieść, ani uciągnąć nie potrafi nikt inny tylko ten, co zna miarę we wszystkim”

Proste, a piękne i tyle przekazu.

Iwona Biela Panufnik

Kontakt